Dziś, korzystając z pięknej pogody (i coraz dłuższego dnia) poszliśmy z Franusiem po Wiktorka na nogach. W drodze powrotnej rozmawiamy sobie i ustaliliśmy, że pokażemy Wiktorowi, gdzie jest przedszkole.
Kiedy udało nam się już nie pominąć żadnej kałuży i odpowiednią ilość razy sprawdziliśmy, jak się ląduje na rękach, dotarliśmy przed budynek przedszkola (czyli o krok od samochodu, do którego każdy krok wydawał się wiecznością).
Franek głosem najznakomitszego przewodnika poinformował brata:
"To jest przedszkole, wiesz, Wiktolku? To jest taki plostokąt. A tu jest napisane, że piesy nie mogą wchodzić do przedszkola."
Kiedy udało nam się już nie pominąć żadnej kałuży i odpowiednią ilość razy sprawdziliśmy, jak się ląduje na rękach, dotarliśmy przed budynek przedszkola (czyli o krok od samochodu, do którego każdy krok wydawał się wiecznością).
Franek głosem najznakomitszego przewodnika poinformował brata:
"To jest przedszkole, wiesz, Wiktolku? To jest taki plostokąt. A tu jest napisane, że piesy nie mogą wchodzić do przedszkola."
I wszystko jasne! :D
OdpowiedzUsuń